18.12.2007 - Pierwsze rozgrywki ligi zimowej. Poniewaz wiem jak wyczekujecie tej relacji, to postaram sie w skrocie opisac ten dzien.
Wszystko zaczelo sie w sobotni wieczor wodka u Adama.. niewazne. W kazdym badz razie w niedziele rano popedzilem do domu przebrac sie i na zawody. Nie bylo czasu zjesc sniadania. Na szczescie boiska znajdowaly sie na terenie
Wimbledon Common wiec spoznilem sie jedyne piec minut. Do pierwszego meczu mielismy okolo pol godziny to i byl czas na rozgrzewke. Pogoda - jak na zamowienie - wiatr, chlod, chmury i obawy czy zacznie padac. Bylem pewny, ze w taka pogode nie da sie mocno i dokladnie rzucac. Coz, okazalo sie ze sie da, tylko ja jeszcze nie umiem :)
Pierwszy mecz - druzyna
Kent Touch - po stracie 3 punktow poproszone mnie grzecznie, zebym nie przeszkadzal profesjonalistom i ogladalem rozgrywke z bocznej linii. Po ustanowieniu stabilnego 4-punktowego prowadzenia 7-3 wrocilem na boisko i robilem to, do czego sie poki co nadaje najlepiej - biegalem w te i nazad. Zazwyczaj w zla strone, albo dobra, ale w zlej odleglosci, itd. itp. Nie zdazylismy dobic do 13stego punktu i po 50 minutach mecz skonczyl sie wygrana 9-6.
Drugi mecz -
Herd 2 - czyli druzyna grajaca w laciatych strojach byla na niezlym wspomaganiu, pomimo juz rozegranych kilka meczy, byli od nas lepsi kondycyjnie. Wlasciwie ogolnie byli lepsi, na pewno bardziej zgrani, przez co po 50 minutach poleglismy 4-11. Wszyscy zgodnie stwierdzili, ze ich druzyna jest lepsza, ale nasze wlasne bledy zawinily az tak duzej roznicy w punktach.
Mecz nr 3 -
PAF - tym razem poszlo duzo latwiej. To byl pierwszy mecz ktory zakonczylismy przed czasem, po zdobyciu maksymalnej ilosci punktow.
PAFowcy mieli mnostwo entuzjazmu, jednak nieco gorsza kondycje, mniej ludzi na zmiany i widzac wyrazna przewage druzyna zdecydowala sie podawac wiecej nam - nowym graczom - czyli miedzy innymi mnie. Dzieki czemu zdobylem pierwszy punkt i udowodnilem innym, ze o ile rzuty wciaz musze cwiczyc, o tyle moje bieganie ma sens. Potem kolejny punkt i wyczerpany odturlalem sie na lawke rezerwowych. Wynik: 13-3.
Mecz ostatni - druzyna
Revolution - przed meczem godzinna przerwa pokazalo, ze tak naprawde jest bardzo zimno. Jak rowniez zoladek stwierdzil, ze nie wie, czemu wczesniej nie zauwazyl ze jest pusty i teraz odezwal sie ze zdwojona sila. Szybka wizyta w Asdzie napelnila go czekolada, orzechami i sokiem. I w wir gry, calkiem wyrownanej. Utrzymywalismy przewage, jednak nieduza, przez co gra wymagala maksymalnej koncentracji i nie poddawania sie pokusie dlugich, ryzykownych podan. Zaczal kropic deszcz, ale na tyle powoli, ze boisko nie zdazylo zbytnio rozmieknac. Wszyscy zmeczeni po kilku godzinach gier popelniali wiecej bledow niz zazwyczaj. Jednak dobry sprint w dobrym momencie - punkt, pozniej kolejna ucieczka w przeciwlegly naroznik, skok - i znowu punkt. Po 50 minutach ryk syreny oznajmij ostatnia wygrana: 10-7.
Po wszystkim przyszedl czas na trzezwa analize meczy juz na spokojnie, w cieplym samochodzie. Omowilismy manewry na ktore musimy zwrocic uwage na najblizszym treningu i rozjechalismy sie do swoich domow. Oczywiscie juz nie moge sie doczekac kolejnej niedzieli. A bardzo skrotowa relacje mozecie przeczytac na
stronie zespolu Fugazees
UP!!